Niniejsza strona internetowa wykorzystuje pliki cookie. Kontynuując jej przeglądanie wyrażasz zgodę na ich zapisywanie w pamięci urządzenia. Poprzez zmianę ustawień w przeglądarce internetowej możesz wyrazić zgodę na zapisywanie plików cookie lub je zablokować. Więcej informacji na temat stosowania cookies znajdziesz w polityce cookie. (Kliknięcie linku nie powoduje zmian w ustawieniach cookies). Więcej informacji można znaleźć w Polityce w sprawie Cookies. Więcej informacji można znaleźć w polityce w sprawie cookies, Akceptuję - nie pokazuj więcej tego powiadomienia!

Bractwo Kapłańskie Świętego Piotra

Duszpasterstwo wiernych Liturgii Łacińskiej

Polska

Fssp_sancti

O HERMENEUTYCE CIĄGŁOŚCI NA SZLACHETNY JUBILEUSZ

2012-10-25

 

Dzisiaj chciałbym poruszyć odżywający w kontekście 50-lecia otwarcia Soboru Watykańskiego temat hermeneutyki ciągłości w ramach trwającej praktycznie od czasów jego zamknięcia dyskusji, czy sobór ten jest kontynuacją nauczania całej poprzedniej spuścizny prawie dwudziestu wieków magisterium Kościoła. Nie jest to może najtrafniejsza analogia, ale w pierwszym podejściu posłużyłbym się słynnym zakładem Pascala, w którym argumentował on, iż wiara w istnienie Boga jest korzystniejsza, bo może gwarantować życie wieczne. Abstrahując w tej chwili od mankamentów takiego postawienia sprawy, twierdzę również, iż opowiedzenie się za hermeneutyką ciągłości i dążenie do jej uzasadnienia, czemu bez reszty poświęcił się Ojciec Święty Benedykt XVI, jest bardziej korzystne dla Kościoła, niż optowanie za hermeneutyką zerwania w nadziei, że w ten sposób znajdzie się panaceum na wszelkie bolączki współczesności. Innymi słowy, jestem zdania, iż warto zająć się dowodzeniem hermeneutyki ciągłości i tylko w takim stopniu polegam tutaj na zakładzie Pascala. Z pewnością da się dostarczyć przekonywujące argumenty, a korzyści z takiego obrotu sprawy trudno przecenić. I jeszcze jedno – o hermeneutyce ciągłości chciałbym mówić tylko w odniesieniu do samych orzeczeń soborowych, a nie tego, co faktycznie działo się później.

 

 

Problem moim skromnym zdaniem jest jednak bardziej złożony, niż się to wszystkim wydaje. Z tego też powodu poszukiwanie uzasadnienia hermeneutyki ciągłości będzie bardziej żmudne, ale może w ostatecznym efekcie bardziej owocne. Nie da się tego bowiem zrobić w prostym schemacie pokazania, że sobór głosił poglądy spójne lub też sprzeczne z dotychczasowym nauczaniem Magisterium. Sposób, w jaki soborowi ojcowie formułowali powstałe dokumenty, zależał bardzo silnie od przyjętego przez nich systemu pojęciowego, jaki w sensie najbliższym zadany jest poprzez wykorzystywaną przez nich filozofię. I tu widać od razu różnicę. O ile przedsoborowie posługiwało się wyłącznie tomizmem i tak też myślało, o tyle posoborowie zwróciło się ku innym filozofiom takim, jak egzystencjalizm, fenomenologia, czy też filozofia dialogu. Tomizm polega na niedyskutowalnym założeniu naiwnego realizmu, czyli przyjęciu za realnie istniejącą rzeczywistość w takiej postaci, w jakiej nam się jawi. Fakt, niektórzy obierają to jako absolutny punkt wyjścia jakiegokolwiek filozofowania, ale to założenie chyba na dzień dzisiejszy jest zupełnie nie do utrzymania. Nawet by się wówczas nie udało pofilozofować przez telefon, a tym bardziej poza jakimkolwiek zasięgiem pozostają facebookowe spory.

 

 

Zwrócenia się ku innym filozofiom nie należy od razu potępiać w czambuł z dwóch powodów. Po pierwsze wspomniany już szlachetny skądinąd tomizm bazował na arystotelizmie i platonizmie, które dopiero z biegiem czasu pieczołowicie ochrzczono (np. św. Augustyn). Na pewno chrześcijańskim duchem nie wieje od „Uczty” Platona. Sam św. Tomasz, co prawda już po swojej śmierci – bo w 1277 roku, omalże nie dostał się na indeks, bo sięgnął do poganina Arystotelesa, którego się panicznie bano, bo mu na przykład wychodziło, że Wszechświat jest wieczny. Natomiast św. Tomasz w swoim mistrzowskim jak na ówczesne czasy dziełku De aeternitate mundi pokazał, że między wiecznością świata a jego stworzeniem nie ma sprzeczności. Takich przykładów można by podać zdecydowanie więcej. Sprzeczność taka nie istnieje też w przypadku ewolucjonizmu, niezależnie jakim ideologicznym błotem ktoś zdecyduje się obrzucić Darwina. Intelektualny dorobek, posiadający wysoką eksplanacyjną siłę – a taką jest zasada naturalnego doboru – musi uznany zostać za zdobycz myśli człowieka, który posiada swoje naturalne światło i może dociekać prawd niezależnie od tego, czy jest świętym czy grzesznikiem.

 

 

I teraz rzecz druga, kto wie czy nie istotniejsza. Każda filozofia spełnia, jak już przed chwilą wspomniano, przede wszystkim rolę eksplanacyjną, jest systemem pojęć, który pozwala nam wyjaśnić dziejące się wokół nas zjawiska. To jest trochę tak, jak z mechaniką newtonowską. Dzięki niej wiszą mosty, stoją budynki, natomiast nigdy nie zafunkcjonuje GPS. Do tego potrzeba silniejszych (ogólniejszych) narzędzi i taką okazała się teoria względności. Rzeczywistość dwudziestowieczna a szczególnie czasy powojenne w swojej złożoności najwyraźniej przerosły kategorie, wyznaczane przez intuicyjnie prosty i zhierarchizowany świat, rysowany przez tomistyczną ontologię. Wydaje się więc, iż Ojcowie Soborowi słusznie uznali, iż coś trzeba zrobić, że w dotychczasowej optyce nie mieści się to, co nas aktualnie otacza: konieczne jest więc aggiornamento. Zamiast jednak dążyć do wypracowania spójnego i silniejszego systemu, który nie kasowałby tomizmu, ale traktowałby go jako system graniczny po przyjęciu pewnych założeń, zaangażowano wiele rozłącznych systemów, wyrosłych z zupełnie innych paradygmatów myślenia, które powyżej wymieniłem. Przykładowym efektem tego na dziś jest, iż w teologii rzadziej się mówi o dogmacie czyli o pewnej niepodważalnej prawdzie teologicznej i jej wyjaśnieniu, a częściej o stanowiskach poszczególnych myślicieli. Fakt, mają oni niejednokrotnie ważne osiągnięcia na swoim polu, trudniej w tym jednak dostrzec funkcję teologii jako zorganizowanego gmachu wiedzy, podporządkowanego jednolitym regułom metodologicznym. Dopóki to w jakimś stopniu nie nastąpi, dyskusja hermeneutyki ciągłości może okazać się jałowa.

 

 

 

Ks. Wojciech P. Grygiel