Niniejsza strona internetowa wykorzystuje pliki cookie. Kontynuując jej przeglądanie wyrażasz zgodę na ich zapisywanie w pamięci urządzenia. Poprzez zmianę ustawień w przeglądarce internetowej możesz wyrazić zgodę na zapisywanie plików cookie lub je zablokować. Więcej informacji na temat stosowania cookies znajdziesz w polityce cookie. (Kliknięcie linku nie powoduje zmian w ustawieniach cookies). Więcej informacji można znaleźć w Polityce w sprawie Cookies. Więcej informacji można znaleźć w polityce w sprawie cookies, Akceptuję - nie pokazuj więcej tego powiadomienia!

Bractwo Kapłańskie Świętego Piotra

Duszpasterstwo wiernych Liturgii Łacińskiej

Polska

Fssp_sancti

Dlaczego "Trydent": Msza Święta przedsionkiem nieba

2012-11-08

Ta Msza daje mi przestrzeń porządku, to bardzo ważne dla życia duchowego. Wchodząc w liturgię wchodzi się w coś, co kształtuje przez swój ład i harmonię, przez przeżycia estetyczne. Dziś bardzo brakuje takiej integralności przestrzeni sakralnej w rozmowie z PCh24.pl mówi ks. Wojciech Grygiel FSSP.

 

 

Dlaczego odprawia Ksiądz Mszętrydencką”?

 

Zawsze w liturgii poszukiwałem misterium. W tej powszechnie sprawowanej po polsku, w której się wychowałem, często brakowało mi tego wymiaru, by człowiek wchodząc w przestrzeń liturgiczną mógł być przenoszony w inny wymiar. By Msza święta była w pewnym sensie przedsionkiem nieba. Pierwszą rzeczą, która mnie zafascynowała w starej liturgii jest to, że oferuje nam tajemnicę, przekracza nasze zrozumienie. Chodzi tu o język łaciński, język kultyczny pełniący także rolę symboliczną. Człowiek jest stawiany przed rzeczywistością, która go radykalnie przekracza. Istotnym elementem tego rytu jest adoracja Boga, mniejszy akcent położony  jest na samouwielbienie wspólnoty. To moim zdaniem kluczowe.

 

 

Od strony bardziej osobistej, dzisiaj bardzo często krytykuje się w tym mszale rubryki. Dla mnie struktura rubryk jest jednak bardzo ważna, ponieważ wprowadza w świat zupełnie przewidywalny. Wiem, że kult Boga, którego czczę, jest kultem Boga niezmiennego. Od strony teologii liturgii przewidywalność rubryk jest o tyle istotna, w niej człowiek odnajduje pewną wolność, w której doświadcza Boga, rzeczywistość nieulegającą modom - co wiąże się z teologiczną istotą nadziei. Rubryki są znaczącym drogowskazem, ale nie można ich też absolutyzować.

 

 

Kiedy Ksiądz po raz pierwszy zetknął się ze starą” liturgią?

 

W 1993 roku i nic wtedy z niej nie zrozumiałem. Odniosłem wrażenie, że księdzu popsuł się mikrofon, liturgia wywołała we mnie pewną nutkę ironii ale pozostało też pytanie, dlaczego warto celebrować właśnie tak. Starą liturgię odkrywałem powoli, był to proces, który korespondował też z moim ścisłym patrzeniem na świat, liturgię i teologię. Nowy porządek Mszy pozwala na dużo więcej dowolności, tu jej nie ma. Ważnym zwrotem jest, że „Msza się odprawia”, to znaczy: jest wykonywany powtarzalny rytuał zadany przez Kościół. Przewidywalność i regularność jest ważna dla percepcji wierzącego. Przekłada się to na to, że w każdym kościele napotkać można na taki sam sposób celebrowania Boga. Jest to też wyznacznikiem jedności, powszechności Kościoła. Nowy ryt ma te „rubryki” skromniejsze, jest też w nim pewna dowolność, kreatywność. Podejrzewam, że są głębsze uwarunkowania określające dlaczego właśnie taka wrażliwość została przeniesiona do liturgii.

 

 

A co osobiście daje Księdzu nadzwyczajna forma rytu rzymskiego?
Ta Msza daje mi przestrzeń porządku, to bardzo ważne dla życia duchowego. Wchodząc w liturgię wchodzi się w coś, co kształtuje przez swój ład i harmonię, przez przeżycia estetyczne. Dziś bardzo brakuje takiej integralności przestrzeni sakralnej. Już starożytni Grecy mówili o tym, że pojmujemy przez wychwytywanie pewnych jedności. Percepcja liturgii jest lepsza, im wyższa jest jedność słowa, gestów i akcji liturgicznej. Szczególnie stary ryt umożliwia głębokie zrozumienie tego, w czyim kulcie uczestniczymy, jest teocentryczny. Nie mówię, że nowy nie jest ale w „starej” Mszy wyraźnie widać, że jest to kult składany samemu Bogu. Przez pewien podział przestrzenny, „aranżację” przestrzeni sakralnej pokazuje też, że są pewne stopnie, etapy prowadzące w górę, do Boga. Są osoby stojące bliżej i dalej tajemnic, celebrans z racji sakramentalnego namaszczenia niejako z urzędu jest ofiarnikiem. Inni mają swoje stopnie uczestnictwa w liturgii, w zależności od przyjętych święceń i sakramentu chrztu. Stara Msza pod względem porządku uświęcania - co jest ciekawe - daje dużą dowolność. Jeżeli chodzi o celebransa jest dość „sztywna”, uczestnictwo ze strony wiernych może być za to  realizowane według własnych potrzeb i wrażliwości.

Z jakimi nieporozumieniami spotkał się Ksiądz celebrując według Mszału Jana XXIII?

 

Dużą barierą jest inna wrażliwość współczesnego człowieka. Ta liturgia mocno akcentuje obiektywny porządek, dzisiaj jesteśmy raczej uwrażliwieni na budowanie relacji z drugim człowiekiem. To wybrzmiało w wielu XIX i XX-wiecznych filozofiach, w których postrzeganie rzeczywistości zachodzi w relacji człowiek-człowiek. Dzisiaj, choć cenimy starą liturgię, to jesteśmy też wychowani w świecie nakierowanym na maksymalizację wrażenia, emocji, nie jest to świat metafizyczny. A za tą liturgią tkwi głęboka metafizyka, ludzki umysł musi być gotowy transcendować rzeczywistość ziemską. Dzisiejszy świat stawia na konstruowanie obrazów rzeczywistości poprzez wchodzenie w relacje w drugim człowiekiem. Liturgia w nowym rycie, tak myślę, jest łatwiejsza w odbiorze dla współczesnego człowieka. To też problem w odbiorze starej liturgii - są osoby, które przychodzą i mówią że jest piękna, dostojna ale nie dla mnie. Chcąc w niej dobrze uczestniczyć należy przestawić myślenie.

 

 

Pojawia się tu też głębszy problem: na ile relacyjne postrzeganie rzeczywistości jest egalitarne, horyzontalne? Fundamentalne pytanie, na które nie znam odpowiedzi, brzmi: czy łączą się z tym te same treści? Na ile w tej perspektywie można wydobyć treści przedstawiane dotąd hierarchicznie? Czy przechodząc w inny tryb myślenia przekaz będzie dla naszego intelektu tak samo silny? Ale to już zadanie dla teologów.

 

Często też się mówi, że ze względu na łacinę wierni nie rozumieją liturgii. To nieporozumienie, w ten sposób nie docenia się prostych zdolności człowieka, który potrafi się wdrożyć w naukę i w uczestnictwo w liturgii. Tym bardziej, że nauka języków obcych jest dzisiaj tak popularna. Sama konstytucja soborowa Sacrosanctum Concilium nigdy nie usankcjonowała całkowitego odstąpienia od łaciny.

 

 

Spotkać się można z opiniami, że istnienie dwóch różnych form tego samego rytu zaburza jedność Kościoła.

 

 

 

W Kościele zawsze istniała wielość rytów, możemy też zwrócić szczególną uwagę na Kościoły Wschodnie. W samej rodzinie rzymskiej są różne ryty, dziś pojawiają się jeszcze  dominikański i ambrozjański z Mediolanu. Brakuje o tym informacji. Problemów z powtórną recepcją liturgii trydenckiej upatrywałbym też u samych osób, które o nią proszą. Czasami brakuje pokory, zdarzają się zachowania uzurpatorskie. Ostrożność i rezerwę biskupów można przełamać pokazując, że to, co się robi, jest dobre - nie służy negacji, nie jest otwartą kontestacją Kościoła. Bałbym się takiego „Ersatz-Kirche”, postawy która w miejsce Kościoła współczesnego stawia własny, wyobrażony.

 

Czy tradycyjna rzymska liturgia nie była w Kościele nośnikiem uniwersalizmu?

 

Dzisiaj liturgia tradycyjna jest nadal czymś trochę elitarnym, ale z tego posmaku elitarności wynika także jej nośność. Mają to do siebie wszystkie współczesne ruchy religijne, to nie tylko specyfika czy zagrożenie ruchu tradycjonalistycznego. Z podobnymi komentarzami spotykałem się wielokrotnie w kontekście Ruchu Odnowy w Duchu świętym, Drogi Neokatechumenalnej - tam, gdzie jest ponadprzeciętna aktywność wiernych. Pluralizm był i będzie, jest dobry o ile służy zdrowej konkurencji.

 

 

Czy zachęca Ksiądz innych duchownych do celebracji w nadzwyczajnej formie?

 

Tak, zdecydowanie. Z relacji duchownych, którzy zaczęli odprawiać wiem, że podjęcie celebry Mszy „trydenckiej” dało im dużo głębsze zrozumienie liturgii. W tym także pewnych nazw i zwyczajów, które trwają dziś tylko nominalnie, nie mając pokrycia w rzeczywistości. Podam prosty przykład: korporał. Słowo to traci powoli sens, ponieważ w nowym rycie hostia nigdy nie spoczywa na materiale. W starym jest fragment liturgii w którym hostia spoczywa właśnie na lnianej tkaninie, zwanej od tego „korporałem”. Księża, którzy weszli w celebrację „starego” rytu, często uzyskali głębsze rozumienie nowego. Jest to potrzebne do zrozumienie korzeni, co jest z kolei ważne dla utrzymania tożsamości. Stary ryt pomaga ją dobudować. Uwrażliwia na to, że istnieje rubryka, przypomina o tym, że Kościół ma coś ważnego do powiedzenia odnośnie tego, jak należy celebrować i że jest to obowiązującą normą.

 

 

Czy stara liturgia powinna wrócić do zwykłych parafii?

 

Powinna być dostępna. Liczę na ustalenie się z czasem pewnego stanu równowagi. Celebracja powinna być dostosowana do zapotrzebowania ale też powinna to zapotrzebowanie antycypować.

 

 

Źródło: http://www.pch24.pl/msza-swieta-przedsionkiem-nieba,6187,i.html